Nowy Świat win
Nowym światem wśród win określane są trunki powstające poza kontynentem europejskim – pochodzące z Argentyny, Chile, RPA, Kalifornii i Australii. To one, ciesząc się na przestrzeni ostatnich lat największą popularnością, zasiały wśród Polaków trend picia wina. Na taką skalę nie udało się to przedstawicielom starego kontynentu, czyli winom francuskim, hiszpańskim, niemieckim. Wina nowego świata były przez długi czas traktowane z przymrużeniem oka jako alkohol dla mniej wyrafinowanych podniebień. Kłam temu zadał eksperyment, w którym to 15 znawców wina pochodzących z Francji degustowało nieoznaczone rodzime oraz kalifornijskie trunki. W obydwu rankingach, białego i czerwonego wina przedstawiciele starego świata przegrali. Dlaczego więc zarówno koneserzy jak i przeciętni zjadacze chleba wybierają wina spoza swojego kontynentu? Przede wszystkim dlatego, że dają one gwarancję stałej, niezmiennej jakości. Regiony, z których pochodzą te winorośle są na ogół o wiele większe niż pola jakimi pod uprawę dysponują Europejczycy. Widniejąca na etykiecie nazwa regionu jest na ogół tożsama z marką wina więc klient ma o wiele większą gwarancję jakości. W ogóle nazewnictwo win ma także spory wpływ na jego wybieralność. Na etykietach trunków ze starego świata widnieją głównie nazwy regionów co zwykłemu człowiekowi, który po prostu ma ochotę napić się wina niewiele mówi. To przede wszystkim koneserzy i miłośnicy widzą, że na przykład szczep Vardejo uprawia się głównie w hiszpańskiej Ruedzie. Etykiety win z nowego świata ograniczają się do informacji dotyczących jedynie szczepów. Jeśli więc lubi się Merlota to po prostu się go kupuje, a to czy tym razem będzie on z Chile czy Argentyny nie ma większego znaczenia. Znaczenie ma za to cena, a w najpopularniejszym polskim przedziale cenowym win to właśnie te spoza kontynentu plasują się najlepiej. Wino francuskie czy hiszpańskie w kategorii do trzydziestu złotych, owszem, można znaleźć na półkach ale jego jakość na pewno będzie odbiegać od tej jaką za tę cenę przedstawią wina z Chile czy Australii. Poza tym owocowy smak win nowego świata przypadł do gustu Polakom, którzy wytrawne lubią najmniej – choć i ono znajduje coraz więcej sympatyków. Zresztą nie ważne – białe, czerwone czy różowe. Ważne, że zdrowie!
ABC robienia nalewek
Zmieszane w dowolny sposób owoce, zioła, kwiaty czy korzenie oraz cukier i miód, poddane następnie, poprzez długotrwałe zalanie alkoholem, maceracji w efekcie końcowym dają nalewkę. Z reguły ma ona 40-45% alkoholu jednak zdarza się i można wytwarzać nalewki wyżej procentowe. Mniejszą ilość procent zwierać natomiast będą nalewki wytwarzane z wódki, a nie standardowo ze spirytusu. Ważne jest jednak odpowiednie stężenie w zależności od produktu z jakiego chcemy nalewkę zrobić. W przypadku suszonych owoców spirytus nie powinien mieć więcej niż 50% zaś owoce świeże zalewa się spirytusem 60-70procentowym. Pozostałe składniki z reguły traktuje się tak jak świeże owoce. Panuje także zasada, że im bardziej owoc jest soczysty tym mocniejszym alkoholem należy go macerować, a na kilogram owoców przeznaczyć 1-1,5 litra alkoholu. Poza tym, inaczej niż w przypadku owoców, zioła i korzenie maceruje się w ciemnym i chłodnym miejscu. Do rozcieńczenia natomiast używa się oczywiście wody przegotowanej i ostudzonej – nie, co jest częstym błędem, destylowanej, gdyż pozbawiona jest wszelkich biologicznych wartości. Filtrować zaś nalewkę można przez gazę, lnianą szmatkę lub filtracyjną bibułkę. W pierwszym przypadku proces jest najszybszy jednak gaza przepuszcza sporo farfocli i mętów. Po przefiltrowaniu i uzyskaniu w przypadku mieszania z syropem klarowności nalewka powinna spokojnie dojrzewać. Przelewa się ją, bez znaczenia jakie składniki mamy w środku, do ciemnej butelki o dostawia w chłodne miejsce. Z praktyki wynika iż najlepiej sprawdzają się butelki, w których wcześniej przechowywano alkohol. Z nalewką jak i z winem czy whisky czas działa na ich korzyść, a więc im dłużej dojrzewa tym lepsza jest w smaku. Nalewkom z ziół czy korzeni potrzeba mnie czasu – maksymalnie 4 tygodnie zaś te owocowe dojrzewają nawet przez pół roku – niezbędne minimum to miesiąc. Później pozostaje już tylko rozkoszować się smakiem klasycznej wiśnióweczki, jarzębiaku czy przepysznej orzechówki.
Nalewka z paszportem
Tradycja wyrabiania polskich nalewek sięga XVI wieku. Rzadziej, z racji mniejszej ilości uprawianych krzewów, na polskich stolach pojawia się pigwówka, aroniówka czy dereniówka. Najczęściej zaś wyrabiane są staropolskie, głównie owocowe kordiały takie jak wiśniówka, morelówka, jarzębiak, nalewka z malin lub porzeczek oraz przepyszna orzechówka. A, że od wolnej elekcji do dziś minęły ponad cztery wieki to i “przyszło nowe”, a wraz z nim nalewki egzotyczne. W przypadku nalewek z cytrusów – mandarynkowych, grejpfrutowych wykorzystuje się nie same owoce ale ich skórkę, czasem miesza się ją z laską wanilii czy dodaje jeszcze skórkę pomarańczy. Cały owoc wykorzystywany jest natomiast przy nalewce ananasowej polecanej w walce z depresją i przemęczeniem psychicznym. W chłodne, zimowo-jesienne wieczory sprawdzają się nalewki z nutą Orientu czyli korzenne, głębokie, intensywne smaki. Nadający nalewce zarówno smak, aromat jak i barwę szafran nie tylko zaspokaja tych lubiących uczucie pieczenia na języku ale także pomaga przy przeziębieniu. Dwadzieścia gramów lub mniej w przypadku bardzo dobrego gatunku wraz z laską wanilii, skórką z dwóch cytryn i 60 ml soku maceruje się litrem 60% spirytusu przez 2 tygodnie, a następnie filtruje i miesza z gorącym syropem z 0,4 kg cukru oraz 0,2 i wody. Miłośnikom indyjskiej kuchni posmakować także powinna nalewka imbirowo-kardamonowa, którą dodatkowo można jeszcze zmieszać z białym vermuthem. Pokrojone w plastry 15 dkg imbiru, jednocentymetrową laskę wanilii, trzy czwarte łyżeczki kardamonu, 4 łyżki miodu, skórkę z cytryny i 100 ml soku należy zalać mieszanką spirytusu (pół litra) i wody (560 ml) i odstawić na dwa miesiące. Ewentualne wino dodaje się po filtrowaniu w proporcji 0,5 litra na 2/3 nalewki i odczekuje dwa tygodnie. Orient na słodko reprezentuje natomiast nalewka z wanilii. Około 100 g skruszonej wanilii zalane pół litrem spirytusu i odstawione na 3 tygodnie miesza się następnie z litrem białego wina, w którym uprzednio rozpuszczono 200 g jasnego miodu i po tygodniu kordiał jest gotowy. Przyprawowe zdobycze Orientu nie tylko są niezwykle zdrowe – imbir, wanilia i kardamon to także afrodyzjaki. Odrobina egzotyki jeszcze chyba nikomu nie zaszkodziła, a niejeden wieczór może umilić.
Co lubi wino
Wino, które kiedyś podawano jedynie do obiadu lub kolacji dziś staje się samo w sobie rodzajem głównego podmiotu na stole i to do niego dobierane są przekąski. Wino zarówno to białe jak i czerwone na pewno ucieszy na stole towarzystwo serów. Zasada, która się sprawdza mówi by czerwone, wyraziste wina łączyć z serami pół i twardymi zaś z trunkami lżejszymi zarówno czerwonymi jak i białymi – sery łagodniejsze oraz te miękkie i pleśniowe. Przede wszystkim jednak, by zapewnić połączeniom miano idealnego dream-teamu należy pamiętać by sery wyjąć z lodówki około 4 godzin wcześniej i podawać je z białym, a nie co jest częstym błędem ciemnym pieczywem. Sery z błękitną pleśnią, typu roquefort i gorgonzola, komponują się z winem o słodkich nutach oraz owocami suszonymi, które jak najbardziej na winnej desce rozmaitości mogą się znaleźć. A nadziane takimi serami suszone morele to rozkosz dla podniebienia. Poleca się Tokaj, wina znad Loary lub czerwone Porto. Do serów z białą pleśnią: brie, camembert zaproponować można czerwone, młode burgundy ale także dojrzalsze bordeaux. Najpopularniejszej w Polsce, twardej Goudzie czy Ementalerowi zapewnić wypada towarzystwo z większości francuskich czerwonych win lub włoskiego chainti. Półtwardym natomiast mocne, treściwe merloty lub też beujolais. Niezależnie od rodzaju wina do każdego z serów dodać można orzechy i oliwki, gdyż zarówno jedne jak i drugie ucieszą się z ich towarzystwa na stole. Jeśli patera winnych przekąsek ma być urozmaicona warto zaopatrzyć się w szparagi, a także polską szynkę lecz proponować ją, w odróżnieniu do włoskiego prosciutto, które komponuje się dobrze także z lekkim białym winem, jedynie do wina czerwonego. Osobom, które poza winem lubią także słodkości patera przekąsek może sprawić większą trudność. Można co prawda połączyć gorzkie czy deserowe tabliczki z malagą czy muscatem lecz z reguły wino i czekoladowe desery nie chodzą w parze.
Alkoholowy survival vivre
Jedno jest pewne – szkło do alkoholu ma być białe. Ale co poza tym?Jeśli rozlewane będzie wino czerwone to należy przygotować kieliszki o krótkich nóżkach, których czasza jest szeroko zaokrąglona na dole i delikatnie zwęża się ku górze. Nieco mniejsze winny być kieliszki do białych i różowych win oraz aperitifu. Wyjątkowo zaś do win reńskich stosuje się te na długiej nóżce i z niewielką czaszą. Towarzyszące gali jubileuszom szampan oraz wino musujące podawane powinny być w smukłym, prostym szkle typu flet lub takim, które przypominając tulipana minimalnie otwiera się ku górze. Ważne jest by nóżka naczynia była na tyle długa aby trunek z dna nie został ogrzany przez palce. Same naczynie zaś dopełnia się w trzech czwartych. Kontrą do wysokiego szkła są na pewno najkrótsze ze wszystkich naczyń (choć i tutaj są wyjątki) – kieliszki do wódki. Ich pojemność rozpościera się pomiędzy 30-60 ml. Wódkę czystą, zmrożoną, nalewać należy do płaskich kieliszków, które mogą ale nie muszą być schłodzone. Kieliszek na nóżce zarezerwowany jest dla wódek gatunkowych, które serwowane powinny być w temperaturze pokojowej. Jeden i drugi zaś rodzaj szkła napełnia się tak aby do rogu pozostało 3-5 mm. Podobne ale smuklejsze kieliszki zarezerwowane są dla likierów i napełnia się je do połowy. Problematyczne pod względem różnic koniak i brandy (nie każdy koniak to brandy zaś nieliczne brandy są koniakami) serwować należy w szkle o pękatej, przypominającej cebulę czaszy, które mieści ponad 230 ml płynu. Oczywiście nigdy się tyle nie wlewa – należy nalać od 20 do 40 ml trunku. Zupełnie inne szkło trzeba zastosować, gdy chodzi o tak zwaną rudą – czyli whiskey. Trunek kojarzony głównie ze Szkocją serwowany musi być w walcowatych szklankach o grubym dnie i pojemności około 200 ml, które zapełnia się w jednej piątej. W kwestii kolorowych drinków rodzaj szkła uzależniony jest od zawartości alkoholu. Rozcieńczone trunki serwować należy w tak zwanych longach – dużych i smukłych szklankach zaś drinki z samych alkoholi podaje się w szkle o rozszerzającej się czaszy i krótkiej nóżce. A gdyby meandry naczyniowo-alkoholowego survival vivre były zbyt zawiłe to można wzorem Osieckiej “choćby i z gwinta”.
Catering w wersji fit
Zero procent tłuszczu, produkt typu light, mniejsza dawka cholesterolu – to slogany krzyczące z opakowań żywności jaką kupują dbający o linię i świadomie odżywiający się. Jednak w ciągu ośmiogodzinnego, a czasem nawet dłuższego dnia pracy samą sałatą czy jogurtem człowiek się nie naje. W takich momentach sięga się po fast foody lub przetwarzane produkty i koło się zamyka. Najpierw pół dnia organizm działa na zasadzie fit, a potem przełączony zostaje w tryb amerykański. A można inaczej. Na rynku istnieje coraz więcej firm, które proponują konsumentom z większych miast zestawy gotowych, dietetycznych dań. W ofercie są zarówno cateringi związane z konkretną dietą (Dunkan, Montignac, Atkinson, diabetycy) lub określoną liczbą kalorii (1000,1500, 2000). Zazwyczaj dostarczane są wszystkie razem rano na dany dzień lub wieczorem na dzień następny. Posiłki na weekend dowożone są w piątek wieczorem lub sobotę rano. Z zasady jest ich pięć: śniadanie, obiad, kolacja oraz dwie przekąski, jednak na życzenie klienta można z jednego zrezygnować. Wbrew pozorom nie są to tylko ciągle musli, sałatki i kurczak. W menu znajdują się także makarony, pełnoziarniste pieczywo, nabiał, wołowina, cielęcina i ryby oraz słodkości takie jak budyń czy owocowe ciasta. Ceny wahają się między 47-53 zł. za dzień przy zamówieniach tygodniowych oraz 44-49 złotych przy zamówieniach miesięcznych. W przypadku diety dla diabetyków koszty są nieco wyższe. Oferta skierowana jest zarówno do pojedynczych klientów jak i firm. Z reguły pracownicy mają wybór między 2-3 daniami, w tym wegetariańskimi, dietetycznymi lub mięsnymi. Firmy w zależności od zamawianej ilości dań mogą także liczyć na upusty rzędu 20-25 procent. Prywatni, stali klienci również są odbiorcami różnego rodzaju promocji. Poza tym na stronach firm zajmujących się takowym cateringiem znaleźć można porady i artykuły dotyczące zdrowego żywienia i utrzymania odpowiedniej sylwetki. Dla klienta wszystko, nawet bajkowe “stoliczku nakryj się” w wersji light.
Żeby koniak był koniakiem
Koniak to nic innego jak najsłynniejszy winiak, a winiak to po prostu napój alkoholowy powstały w procesie destylacji wina gronowego bądź owocowego. Jednak aby koniak w pełni zasługiwał na swą nazwę i nie była ona tożsama z brandy alkohol ten musi spełnić szereg uwarunkowań wprowadzonych w 1909 roku, we Francji. Przede wszystkim winorośle muszą znajdować się na odpowiednim terenie, który stanowi 78 tysięcy hektarów w południowo-zachodnim rejonie Francji nazwanym właśnie Cognac. Poza tym mogą być to tylko i wyłącznie trzy rodzaje białych gron, których zbiory muszą przypaść na październik. Dotrzymać trzeba także naturalnej fermentacji, która nie powinna trwać krócej niż pięć, a dłużej niż osiem dni. Terminy muszą być zachowane również w przypadku destylacji (podwójnej) – musi się ona odbyć pomiędzy listopadem, a marcem. Słynący ze szczególnej skrupulatności jeśli chodzi o narodowe produkty Francuzi obwarowali przepisami nawet beczki, w których wino dojrzewa. Muszą być z sezonowanego 2 lata drewna dębowego, które uzyskuje się jedynie z lasów Tronųais. To właśnie to drewno odpowiedzialne jest nie tylko za kolor i aromat ale także smak i głębokość trunku. Oczywiście wespół z czasem jaki spędzi on w tych beczkach. Oznaczenia na etykietach butelek dotyczą właśnie uzależnionej od tego jakości koniaku. Najkrótsze, leżakujące nie mniej niż 2 lata oznakowane są V.S.. Skrótem V.S.O.P. oznacza się trunki, które leżakują nie mniej niż 4 lata. Co najmniej sześcioletnie mają oznaczenie X.O. zaś mianem Hors d’Age określa się destylaty, których wiek zaczyna się od dekady lub są tak stare, że w ogóle trudno go podać. Po spełnieniu wszystkich tych obwarowań trunek może pełnoprawnie przyjąć nazwę koniak, a właściwie Cognac. Natomiast zawsze można skorzystać z nazewnictwa brandy. Powstaje ona także w procesie destylacji wina i również dojrzewa w beczkach tak więc każdy koniak to brandy lecz tylko brandy spod apelacji Cognac jest koniakiem.
Czerwone światło
Jedni go nie tolerują, inni lubią i przyjmują okazjonalnie, jeszcze inni nie mogą bez niego żyć. I właśnie wtedy jest najniebezpieczniejszy. Alkohol. W wielu miejscach na świecie alkohol jest nieodłączną częścią imprez i spotkań towarzyskich. Pomaga się rozluźnić, wprawia w dobry nastrój, pozwala zapomnieć o kłopotach i szarej rzeczywistości, dodaje odwagi. Ale tylko w rozsądnych dawkach. Ci, którzy przekroczą granice, z pewnością poczują negatywne działanie zbyt dużej ilości trunków, wypitych noc wcześniej. Ból głowy, mdłości, zaburzona koordynacja ruchowa i logiczne myślenie to efekt natychmiastowy. Jednak nadużywanie alkoholu w dłuższym okresie czasu powoduje zdecydowanie poważniejsze konsekwencje. Jakie? Alkoholizm. Choroba ta to nie tylko psychiczne uzależnienie, to także problemy z układem pokarmowym (trzustką, wątrobą), z układem nerwowym, odpornościowym, zaburzenia sprawności seksualnej oraz choroby układu krążenia. Z danych statystycznych WHO wynika, że problem alkoholowy dotyczy ok 15% ludzi na całym świecie, natomiast 4% populacji jest alkoholikami. Walka z alkoholizmem nie jest łatwa. Psychoterapia i przyjmowanie leków to podstawowe elementy powrotu do zdrowia. Ale przede wszystkim trzeba chcieć. Może więc lepiej wcześniej uodpornić się na zdradliwy wpływ wysokoprocentowych napojów. Coraz częściej świat mediów zwraca uwagę na walkę z nietrzeźwością już w zalążku, poprzez profilaktykę. Kampanie społeczne na rzecz zachowania trzeźwości, jazdy po trzeźwemu, czy niesprzedawania alkoholu nieletnim są dobitne, szokujące, często kontrowersyjne. Ale mają przede wszystkim jedno zadanie – pobudzić wyobraźnię i dostarczyć kluczowych informacji. Statystyki policyjne mówią, że najwięcej wypadków, które spowodowane są przez pijanych kierowców, odnotowuje się latem, w weekendy, do godzin popołudniowych. Z badań TNS OBOP wynika, że polscy kierowcy nie wiedzą jak długo alkohol działa w ich organizmach. Twórcy kampanii mają więc co robić. A przecież nie ulega wątpliwości, że wyobraźnia, wiedza i odrobina racjonalności często pomaga włączyć czerwone światło przed wypiciem następnego kieliszka.
Alkoholowy zawrót głowy
Sklepy monopolowe zawsze cieszyły się popularnością i raczej nie mogły narzekać na brak klientów. Do lat 90-tych największą sympatią wśród Polaków cieszyły się alkohole ciężkie – zwłaszcza wódka. Dziś jednak widać wyraźne odejście od tej tendencji. Powód? Być może zmiana upodobań, gustu, chęć odkrywania nowych smaków. I tu pojawia się, należący jednak do przyjemnych, problem. Ból wyboru. Sklepowe półki imponują ilością trunków, które są w zasięgu wzroku i kieszeni klienta. Wódka, wino, piwo, gin, koniak, whisky, likier, szampan, czy drinki gotowe do spożycia… Oferta alkoholi na polskim rynku jest bardzo bogata. Szczególnie napoje alkoholowe z wyższej półki przeżywają swój renesans. Rewolucyjne zmiany obserwują też smakosze piw, którzy coraz częściej sięgają po niszowe trunki – piwa smakowe, pszeniczne czy bezalkoholowe. Jednym słowem, wybór jest tak ogromny, że jeszcze przed spożyciem choćby kieliszka napoju z procentami, przyprawić może o zawrót głowy. Co więc decyduje o podjęciu decyzji i zakupie właściwego trunku? Po pierwsze cena, jakość i preferencje kupującego. Warto też swoją decyzję wesprzeć zdaniem znajomych czy koneserów napojów alkoholowych. Dobra rada zawodowca zawsze się przyda a przy okazji może zrzucić choć trochę odpowiedzialności z kupującego. Podobno człowiek nie wielbłąd, pić musi. Ale ile? I czy na pewno tak dużo? Światowa Organizacja Zdrowia martwi się o ilość spożywania alkoholu w Polsce. Polacy piją więcej niż reszta świata. Niestety wzrasta też spożycie alkoholu wśród młodzieży szkolnej. Jak zatem wygląda Polska na tle Europy? Według raportu WHO jest powyżej średniej spożycia alkoholu wśród państw europejskich. Jednak na tle najbliższych sąsiadów wypada bardzo dobrze. W Rosji, Czechach, Słowacji, czy na Ukrainie pije się zdecydowanie więcej niż u nas. Zapewne na zdrowie.
Wino, kobieta i śpiew
Wino jest jednym z najpopularniejszych trunków. Pije się je chętnie nie tylko podczas spotkań ze znajomymi czy na przyjęciach lub na romantycznej randce. Coraz częściej Polacy biorą przykład ze swoich włoskich kolegów i kieliszek wina serwują do obiadu. Przeciętny Polak wypija dwa litry wina rocznie. Nasi sąsiedzi – Czesi mogą pochwalić się wyższym wynikiem – 16 litrów na głowę w ciągu roku. Dlaczego pijemy wino? Powodów może być kilka. Pierwszy z nich – dla zdrowia. Od lat wiele kontrowersji wzbudza wpływ wina na zdrowie. Zdania są podzielone. Jedni uważają, że wino pozytywnie wpływa na układ krążenia chroniąc przed zawałem czy chorobą wieńcową. Inni twierdzą, że ten dobroczynny wpływ na serce to zasługa nie tyle wina ile winogron, z których wino jest produkowane. Ale są też tacy, którzy piją wino nie troszcząc się o swoje zdrowie, tylko z czystej, ludzkiej przyjemności, dla jego nieprzeciętnego smaku. Najnowsze badania pokazały, że smak ten można spotęgować łącząc go z… muzyką. Naukowcy z Heriot Watt University ustalili, że słuchanie odpowiedniego gatunku muzyki podczas picia wina może poprawić jego smak nawet o 60%. Według nich do cabernet sauvignon najlepiej pasują mocne, ciężkie dźwięki, a do chardonney muzyka lekka i orzeźwiająca. Zdrowie, smak i… Powszechnie wiadomo, że wino jest afrodyzjakiem. W końcu tytuł słynnej piosenki nie wziął się znikąd. Czy rzeczywiście wino ma wpływ na seksualność kobiet? Włoscy badacze ustalili, że kobiety, które wypijały jeden lub dwa kieliszki czerwonego wina dziennie wyżej oceniały pożądanie czy ogólne funkcje seksualne niż kobiety, które nie piły wina w ogóle lub piły rzadziej niż raz dziennie. Wniosek jest prosty – smakoszom wina do pełni szczęścia potrzeba czerwonego napoju bogów, odpowiedniej muzyki i partnerki, która wie ile powinna wypić.